Zachęcona opisami Waszych historii, próbuję i ja. Mam nadzieję, że czas pozwoli mi tu regularnie zaglądać, by kibicować Wam wszystkim w odchudzaniu, no i "spowiadać się" jak to się ma u mnie.
A na dzień dzisiejszy jest tak: mam 160cm, ważę 59kg. Jaki mam cel? Dokładnie nie określiłam wagi, do której dążę. Niezbyt wierzę cyferkom, odchudzam się raczej po to, by ładniej wyglądać, by zgubić brzuch, wysmuklić uda, by nie mieć otłuszczonych pleców. No ale żeby nie było- myślę, że 50kg w zupełności mi wystarczy. Nawet jeśli zostanie mi troche tu i tam to nawet lepiej- uważam, że kobieta powinna mieć wszystko na swoim miejscu- pupa i piersi to nasze atrybuty i ja chcę je zachować gdy jeszcze dojdą mi do tego zgrabne nózki i płaski brzuszek to już całkiem będzie cacy :-D no ale na razie czeka mnie sporo pracy...
Chcę chudnąć 1kg tygodniowo. Uwzględniając drobne potknięcia, które pewnie mi się natrafią, daję sobie czas do grudnia.
Pomogła: 4 razy Wiek: 28 Dołączyła: 31 Sie 2008 Posty: 2619 Skąd: daleko od domu
Wysłany: Pon 22 Wrz, 2008 10:20
Witaj leptyna,
Trafiłas w dobre miejsce, tutaj naprawde mozna znalezc wsparcie i w grupie zawsze razniej walczyc z pokusami. Bede do Ciebie zagladac i sprawdzac jak Twoje postepy, trzymam kciuki, powodzenia
_________________
Przy uśmiechu tez spalamy kalorie :)
mam małe pytanko natury technicznej- jak mogę ustawić sobie takie fajowy suwaczek jaki macie Wy dziewczyny??? jestem troche nie kumata jeśli chodzi o komputery i zawsze mam jakieś problemy
dietowanie idzie mi w miarę, trzymałam się dziś dzielnie, ale na wieczór dopadł mnie mały głodzik. Na szczęście uratowały mnie marchewki:))) ćwiczyłam dziś 45 minut fitnesu, a teraz siedzę zafoliowana i właśnie chudną mi nóżki:]
Pomogła: 24 razy Wiek: 41 Dołączyła: 13 Maj 2007 Posty: 11832
Wysłany: Wto 23 Wrz, 2008 22:48
http://www.diety.pl/postlink/47032.htm#47032
proszę bardzo -poczytaj sobie tu ,a poza tym zapraszam jeszcze do przeczytania działu całego-ZANIM ZACZNIESZ KORZYSTAC Z FORUM-PRZECZYTAJ , po zapoznaniu sie z regulaminem i netykietą bedziesz smigac jak u siebie
o kurczę, ale to było proste!!! dziękuję za wskazówkę, rzeczywiście mogłam najpierw poszukać sama niż od razu zawracać Wam głowę. Obiecuję, że się poprawie:))) milego dnia wszystkim życzę:)))
Moje odchudzanie jest pod wielkim znakiem zapytania. Do tej pory szło mi bardzo ładnie, właściwie nie odczułam, że się odchudzam, po prostu zaczęłam żyć inaczej. Ale pojawiły się schody.
Pierwszy schodek - rozłąka z M.
Drugi schodek- problemy w domu
Trzeci schodek- praca
Czwart schodek- spadek motywacji
Niedługo dołączy kolejny schodek- powrót do szkoły a w konsekwencji brak czasu na ćwiczenia.
Zżera mnie tęsknota. Po roku wspólnego mieszkania nagle Go nie ma. Rzadko dzwoni i pisze, widujemy się 1 na 2-3 tygodnie. [Dla wyjaśnienia- on odbywa służbę wojskową] Ciągle myśle czy czasem nie spotka jakiejś ślicznotki, która zawróci mu w głowie. Chociaż mówi, że tęskni, że kocha, ja mam obawy. Ufam mu, ale... główka myśli swoje. Do tego kompletna klapa w pracy. Dlaczego ludzie myślą, że jeśli człowiek jeszcze studiuje to nie ma prawa do normalnego wynagrodzenia?! W ich ustach słowo "studentka" brzmi tak jakbym była jakimś podludziem. Nic mi się nie należy. Ciągle więcej obowiązków a pieniądze- pożal się Boże. Mam ochotę rzucić tą pracę w p...du. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Ostatnio chodzi mi po głowie, by wyprowadzić się z tego durnego Szczecina do Wrocka. Bylibyśmy wtedy [prawie] razem, moglibyśmy się widzieć co 2-3 dni chociaż na kilka godzin. Tylko że bez pracy trudno mi się bedzie samej utrzymać. Ciekawe czy chociaż tam płacą normalnie... Ehhhhh............. szkoda gadać. Teraz już wiem dlaczego dorosłe życie nigdy mnie zbytnio nie pociągało... Za malucha wszystko wydawało się takie proste. No i nie trzeba było mieć super figury...
Mam nadzieję, że uda mi się jednak pokonać te trudności. Póki co jestem silna, tak tylko chciałam się wyżalić. Po tych wywodach czuję się lepiej niż gdybym zajadła smutek czekoladą. I chyba o to tu chodzi:)
Pomogła: 24 razy Wiek: 41 Dołączyła: 13 Maj 2007 Posty: 11832
Wysłany: Sro 24 Wrz, 2008 21:20
nazbierało Ci się tych schodków ,ale wiesz-to mimo wszystko nie Mont Everest i może chociaż niektóre z tych problemów dadzą się jakoś rozwiązać ,w co wierzę
nie jest łatwo ,ale trzeba to jakośc ciągnąc-dobrze,że piszesz ,że możesz się wygadać ,bo to zawsze lżej ,trzymaj się
Pomogła: 13 razy Wiek: 33 Dołączyła: 15 Mar 2007 Posty: 15365 Skąd: rodem z piekła;)
Wysłany: Czw 25 Wrz, 2008 10:27
leptyna, no wiesz każda z nas ma takie schodki w swoim życiu ale wiesz najważniejsze to się nie poddać i twardo brnąć do przodu-trzymam kciukasy za Ciebie
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum