Jestem wreszcie po dlugiej dosc przerwie. Znow mnie praca porwala, zarowno zawodowa jak i nad zwiazkiem. Nie bede Wam juz wiecej przynudzac szczegolami. Powiem tylko, ze niestety nie wytrzymalam motywacyjnie z cwiczeniami. Na starosc coraz trudniej znalezc na to czas, zawsze jest tyle do zrobienia... Nie wiem jak mi sie udawalo jako mlodej osobie cwiczyc nawet 3 godizny dziennie, ale to chyba przez to, ze sypialam zaledwie 3-4 godizny, co jak sie pozniej okazlao wyszlo mi na zle...
Wrocilam do diety South Beach, zobaczymy czy tym razem waga sie obnizy, bo niestety wciagu ostatnich 2 miesiecy podczas mojego "normalnego" choc nienormalnego dla innych jedzenia (ludzie twierdza, ze ja na co dzien trawe jadam), przytylo mi sie 2kg, zauwazylam, ze przekrocznie magicznej liczby 1300kcal dziennie powoduje u mnie tycie. Szkoda jednak, ze moj organzm nie dziala "normalnie" w potocznym slowa rozumieniu. No ale coz... Trzeba to trzeba. SProbuje wiec powalczyc dalej, zbey ponizej 60kg zejc tym razem. Wyrzeczen cala tona, ale bede sie starac
Matko, padlam... Organizm sie wczoraj poddal. Nie wiem czy to od bolu karku z ostatnieog tygodnia tak mi zaczelo promieniowac, czy tez od diety moze oslabienie. Przez pol wczorajszego dnia bolala mnie glowa, tak mocno, ze az (czego nie mam w zwyczaju robic) wyszlam z pracy pol godziny wczesniej. Przyszlam do domu, ok godizny sie pokrzatalam i odplynelam. Od 19 do 23.40 spalam jak zabita, pozniej tylko poszlam wymyc sie i zeby i wrocilam do lozka, myslac ze pewnie przez to ze spalam wczesniej, to nie bede mogla zasnac, ale gdzie tam. Spalam do dzisiaj do 7.30 rano. Juz nie pamietam kiedy ostatnio przespalam 13 godzin. Szok !
Dietowo calkiem dobrze dzisiaj i wczoraj. Ograniczam sie, trzymam ustalen SB, ale jakos mnie juz nudzi to jedzenie. No coz, 1 fazy zostal mi jeszcze tydzien. Po 1 zrzucilam 1kg z wczesniej przybranych 2kg. Tak wiec suwaka nie zmieniam, bo do jego poziomu zostal mi jeszcze 1kg do zrzucenia. Jesli zmieni sie cos i waga spadnie ponizej poziomu suwaczkowego, napewno zmienie. Czekam na to z niecierpliwoscia !
Oby waga spadła no własnie te diety zawsze powodują że jedzonko zaczyna się nudzić trzymam kciukaski obys dała radę i przebrnęła.
A jak samopoczucie lepiej?
Po tygodniu grzecznego jedzenia trawy zostalam skuczona pieknymi czerwonosciami truskawek i malin. Tych pierwszych zjadlam az 300g, tych drugich 150, doprawilam to 5 lyzkami bitej smietany light (wg opakowania/puszki moja porcja miala 90kcal) tak wiec calosc owocowej przyjemnosci to jakies 300kcal lacznie. Nie tak tragicznie zwazajac ze na sniadania byla puszka tunczyka (140kcal), na lunch/obiad porcja leczo (200) i w miedzyczasie garsc sojowej przekaski prazonej (ok 100kcal).
Samopoczucie wraca mi do normy za sprawa poprawy zachowania mojego samca. Glupia ta milosc...
Anja, tylko na South Beach pierwsze 2 tygodnie maja niby byc owocow, wiec czuje sie troche winna ale tylko troche, bo IG tych owocow to 32, wiec w normie na ta faze diety.
Anja, tylko na South Beach pierwsze 2 tygodnie maja niby byc owocow, wiec czuje sie troche winna ale tylko troche, bo IG tych owocow to 32, wiec w normie na ta faze diety.
niema co sie az tak katować
szczególnie że teraz są sezonowe owoce i warzywka
i trzeba korzystać
miłego weekendu życze
Dzisiaj mam tylko jedno dziwne pytanie: czy w PL istnieja jakies miejsca, gdzie mozna wykupic jakas niewielka powierzchnie i przechowywac na niej swoje rzeczy. Potrzebuje zabrac kilka kartonow z pewnego miejsca, a nie mam gdzie ich trzymac i jestem naprawde w potrzebie, by te rzeczy gdzies przechowac. Dajcie znac, gdybyscie cos slyszeli/wiedzeli.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum