brunecia, ja tez je uwielbiam ale to zdradzieckie, bo niby taka lekka przekaska a cukier ma, ale ja u siebie w miescie wyczailam sklep z takimi klimatycznymi slodkosciami i maja duzo bez cukru i zelki kupuje tez bezcukrowe. Drogie jak cholera, ale to pwstrzymuje mnie przed jedzeniem duzej ilosci
Wczoraj byl dzien rozpusty, pojehalismy na grilla do znajomych.
Sniadanie
2 tosty, z 2 plastrami sera zoltego, 2 pomidorkami i szczypiorkiem
Przekaska
pol szklanki domowej roboty shake z kawy, mleka i odrobiny lodow waniliowych
Obiad
1 pieczony ziemniak, 1 kielbaska i jedno skrzydelko kurczaka z grilla, salata lodowa z sosem czosnkowym a jogurcie naturalnym z odrobina majonezu do smaku
Przekaska 2
kieliszek budyniu z owocami
Kolacja
kawalek sernika z przepisu light (na lightowym budyniu) i porcja makaronu z sosem grzybowym
kurcze, u mnie w Katowicach to jest sklep ale z ukraińskimi i w ogóle wschodnimi słodyczami więc nawet się tam nie zblizam bo uuuuwielbiam chałwę a co do grilla to wmów sobie, że i tak grill o wiele lepszy od smazenia
brunecia, chalwa, o matko tos mi przypomniala - moja ulubiona forma slodkosci z dziecinstwa procz lodow.
wiki77, i co dziala ten chrom? Bo ja kiedys bralam, ale ja ogolnie moge zyc bez slodyczy czy przekasek kalorycznych, wiec nie odczulam jakichs specjalnych efektow. Dla mnie wazne bym miala jakies warzywo lub owoca w domu z czym obecnie u mnie ciezko, bo kurcze wszystko sie tak szybko psuje a my zakupy wieksze robimy tylko raz na 1-2 tygodnie. A taka glupia marchewka psuje sie juz po 3 dniach.
Tak ogolne to ponownie zaczelam tyc, przy jedzeniu takiego typu jak podalam w postach wyzej. Osobiscie uwazam, ze nie jest jakies tragiczne jak na jedzenie nie-dietowe, ale jak widac lata bycia na dietach na maxa rozregulowaly mi organizm, zastanawiam sie wiec co dalej, by jednak kiedys ten sukces osiagnac. Bo ogolnie kalorycznie jakos nie przesadzam, produktowo raczej tez nie, zwlaszcza, ze 5 x tydzien chodze na silownie i cwicze 50-60min. Tyle juz probowalam i nic nie wydaje sie przynosic pozadanych efektow, motywacja mi troche spadla ogolnie, ale wciaz jestem sklonna zawziac sie ponownie, tyle tylko, ze juz nie bardzo wiem jaka bronia mam walczyc z moim organizmem Byla juz dieta 1000kcal, byla juz Dukana przez chwile (ale tu z racji typu jedzenia wymiotowalam kazdego dnia, nie lubie jajek, miesa itp), byla South Beach, ktora jako tako dawala efekty, ale tylko w pierwszej fazie i to nie takie jakie opisuja ludzie bedacy na niej. W drugiej fazie niestety zaczynalam tyc spowrotem, mimo ze konsultowalam sie z kilkoma specjalistami w tej dziedzinie i mowili, ze stosuje sie do zasad bardzo skrupulatnie. Zawsze ostatnim zdaniem wszystkich specjalistow jest to, ze powinnam unikac stresu, ktory to sprawia ze moj organizm jest taki oporny. Ale jak tu unikac stresu? Przeciez nie da sie go calkiem wyeliminowac z zycia. Pracy nie zmienie, bo to najlepsza jaka mialam w zyciu i nie widze sie robiacej czegos totalnie do d... czegos, czego nienawidze, bo mysle ze rpzysporzyloby mi to jeszcze wiecej nerwow calkiem innego typu niz w tej. W domu relaksuje sie kiedy tylko moge w wolnych chwilach. Czegos wiecje moglabym sprobowac? Ktos ma jakies pomysly ? Bede bardzo wdzieczna, bo ja juz troche wymiekam....
... i do d...
znow sie rozchorowalam. Moj organizm t ma tendencje do rozkladania sie akurat wtedy, kiedy mam wyjatkowo wolne w pelni albo kiedy mam 2 dni z czego jeden moge przeznaczyc na pelen relaks - jak dzisiaj, a drugi na prace - jak jutro... I co? Ani sie nie zrelaksuje ani praca mi szybko nie pojdzie przez to.
A tak przy okazji: znow przytylam, ale nawet nie chce mi sie suawaka zmieniac.
Agnieszka25, niesttey wciaz jeszcze troche chora i zapowiada sie weekend z nieplaocnymi nadgodzinami. Cholera... Nigdy nie moze sie ustabilizowac. No ale czuje sie troszke lepiej.
Moje menu z wczoraj:
Sniadanie
jajko z lyzka majonezu i chrzanu
Obiad
tu zgrzeszylam - w pracy pizze dawali, wiec zjadlam 3 cienkie kawalki wegetarianskiej
Kolacja
tortilla wieloziarnista z warzywami i szynka
Krotka aktualizacja: moja dieta znow sie zmienila z pwodow zdrowotnych, a moje niechudniecie definitywne sposodowane jest nadprodukcja kortyzolu. I moge sobie robic co chce, ale przywroceni rownowagi graniczyz cudem
Huh.... No dobra, moje problemy z niemoznoscia zrzucenia wagi mimo cwiczen (5 x tydzien/45-60min) i dieta ograniczajaca kalorie/cukry/tluszcz/glownie skupiajaca sie wokol warzyw, sa na chwile obecna niewyjasnialne nawet przez lekarzy. Jestem wlasnie w trakcie kolejnej serii badan. Tym razem powtarzaja te na tarczyce, watrobe i nerki. Czekam wiec co z tego wyjdzie... W miedzy czasie dowiedzialam sie tez, ze mam zmutowane geny keratynowe przez co na 99% (dopoki nie potwierdza tego biopsja) mam bardzo rzadka (przez 40 lat od odkrycia w lietaraturze opisano tylko 130 przypadkow) przypadlosc o podlozu genetycznym..
Tak wiec moja obecnosc tutaj bedzie raczej rzadka, bo glownie skupiam sie wkolo pracy i lazenia po lekarzach z wyzej opisanych powodow. A chcialabym zamiast "matko, przciez Ty tak malo jesz, to niemozliwe, ze nie chudniesz a tyhesz", po prostu raz uslyszec "lol, niezle widac, ze sie starasz i ze Ci sluzy ten Twoj ostry rezim"
Zajrze do Was kochani za chwilke, bo troche se stesknilam za tymi, ktorzy choc z trudem i wyrzeczeniami, to jednak ta wage moga zrzucic. A poki co pozdrawiam Was cieplutko
Clarin, martwisz mnie tymi "rewelacjami" Przykro mi, mam świadomość że czasem tak się poukłada że nie ma siły na ogarnięćie, ale Tobie teraz życzę pomyślnych wyników i szybkiego powrotu. Zawsze będziesz mile widziana, a mam nadzieję ze sił Ci starczy na to wszystko z czym się borykasz . Clarin
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum